26     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Wstęp & RECKA SW: EPISODE 1



Mistrz JEDI Keiran
Lord SITH pshemozz


Dawno, dawno temu, w pewnej odległej Galaktyce, istniał sobie pewien zin, SS-NG zin. Czarna dziura wypełniała jego łamy, których nie był w stanie wypełnić nawet zasłużony i potężny dział STAR-TREK.




Lecz oto nagle pojawiły się dwie istoty, dwóch mężczyzn rasy ludzkiej. Moc była w nich potężna, emanowała z obu, każdy zwykły śmiertelnik czuł tę wielką siłę ich wypełniającą, zdolną do wszystkiego. Od jednego biła jasność, spokój, opanowanie i koncentracja, Jasna Strona Mocy dawała mu niepokonaną siłę, którą posiadali tylko nieliczni JEDI. W drugim czaił się mrok, który przesłaniał całą jego duszę a Ciemna Strona Mocy kotłowała się w nim wciąż, gotowa w każdej chwili stanąć na rozkaz tego, który nią rządził, mrocznego SITHA. Obaj podjęli się tego, czego nikt dotąd się nie podjął, obaj wzięli na swoje barki poprowadzenie działu STAR WARS w STAR ZONE, który dotąd rozbrzmiewał jedynie fanfarami ze statku "Enterprise".
Tak w skrócie wyglądał proces rekrutacyjny, dzięki któremu obaj, Keiran i ja (pshemozz), trafiliśmy właśnie tutaj, na łamy tego wielce szanownego i zasłużonego magazynu, którego historyczny protoplasta należał do największych i najsilniejszych w krótkiej (jak na razie) historii polskiego wolnego rynku.
W każdym piśmie, magazynie, gazecie, które choć trochę ocierają się o tematykę gier, nie może zabraknąć wzmianek lub całych działów o Gwiezdnych Wojnach, które ponad 20 lat temu odmieniły tę galaktykę :)
Postaramy się zapewnić fanom SW trochę miłej lektury, mamy nadzieję na dostarczenie nowej wiedzy dotyczącej światów, postaci, pojazdów, historii i wielu, wielu innych aspektów, które każdy szanowany i fanatyczny fan Gwiezdnej Sagi znać powinien. Na początek wezmę w obroty wszystkie 5 epizodów Gwiezdnych Wojen, po kolei omówię każdy z nich, co prawda na ten temat powstało już wiele przeróżnych opracowań, lecz z tego co się zorientowałem, większość z nich jest na tak, lub na nie. Moim celem będzie pokazanie racji i przekonań obu stron, które szczególnie różne są w przypadku dwóch najnowszych epizodów. Tymczasem Mistrz Keiran przybliży czytelnikom postacie, występujące w filmach, książkach i innych, najprzeróżniejszych mediach. Pierwszą, którą się zajmie, jest znany wszystkim (a jeśli nie, to czas najwyższy ruszyć d...ę i pobiec do księgarni :) Corran Horn, którego mieliśmy okazję spotkać w wielu książkach.
To tyle w ramach wstępniaka, mam nadzieję, że nie damy tu plamy i fanatyczni maniacy Gwiezdnych Wojen, do których my się również zaliczamy, nie ześlą nas po wydaniu tego numeru Zina na Kessel :) Mamy też nadzieję, że współpraca z Lady będzie przebiegać bez żadnych zakłóceń J Na opinie czekamy pod adresami mejlowymi lub na forum Sikretii.

NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!





STAR WARS: EPOSODE 1

Lord SITH pshemozz


Na tę chwilę czekały miliony. Żaden dyktator nie mógł i nigdy nie będzie mógł pochwalić się taką rzeszą licznych fanatycznych fanów, jak i również tych trochę mniej fanatycznych.




George Lucas, świetny reżyser i scenarzysta (Indiana Jones świadczy za całość) miał to wszystko, pieniądze, dobrych i świetnych aktorów, ogromne możliwości, ogromną legendę za sobą i niezliczoną armię tych, którzy przez 20 lat czekali na nowy epizod Gwiezdnych Wojen. Więc dlaczego po premierze "Mrocznego Widma" milion z tych fanów powyrywał sobie włosy z głowy, kolejny milion wył w niebiosa a kolejny z niedosytem opuszczał kino? Czy zawiniła może właśnie ta legenda i to, że Lucas po 20 latach nie potrafił się z nią zmierzyć?
We wszystkich sondażach, pytających o preferencje, zawsze najmniejszą lub zerową liczbę głosów zdobywa "Phantom Menace". A przecież powinno być na odwrót, to właśnie nowe epizody miały swoim blaskiem przyćmić te nakręcone 20 lat wcześniej. Jakie wady niesie ze sobą Epizod I? Naiwna fabuła, dobra może dla dzieci, ale nie dla tych, co na SW zęby zjedli. Naiwność widoczna w wielu miejscach, moment, kiedy mały Anakin rozwalił stację orbitalną Federacji Handlowej, na pewno przejdzie do historii jako niechlubny przykład. Sama obecność dziecka w filmie czyniła ten przekaz innym, sprawiało, że film stawał się po prostu dziecinny. Można tu jeszcze dodać podróż przez głębiny Naboo, za dużo tutaj motywów z bajek dla dzieci, te pożerające się nawzajem stwory, widziałem podobne motywy w muminkach i chyba jeszcze w czymś :]. Jar-Jar Binks. Śmieszny stworek, który miał pełnić rolę rozśmieszacza a jednocześnie w paru momentach okazać się postacią kluczową dla wydarzeń toczących się w filmie. Jednych bawił, jedni go polubili, a innych bardzo irytował, ale większość zgodnie ucieszyła się, że w Epizodzie II Jar-Jar pojawił się tylko przez kilka chwil, chyba po prostu co za dużo to niezdrowo.
Sam świat pokazany w Mrocznym Widmie wydawał się trochę zbyt bajkowy i kolorowy, szczególnie dotyczyło to rzecz jasna planety Naboo, w całości zielonej, o pięknie wykonanych i zaprojektowanych miastach, lecz w sumie nigdy nie mieliśmy okazji poznać tych miast bliżej, zobaczyć, jak żyją jej mieszkańcy. Zwiedziliśmy tylko wnętrze pałacu królowej, trochę lasów, bagien i podwodny świat. Dużo lepiej zaprezentowała się Tatooine, gorąca i sucha jak zwykle, z wszędobylskim piaskiem i z wszelakiego rodzaju tubylcami i przybyszami, z których co najmniej połowa była poszukiwana po różnych zakątkach galaktyki, a dla których najważniejszym bogiem są pieniądze a zaraz po nich hazard.
No i te nieszczęsne midichloriany, pomysł równie abstrakcyjny co niezbyt mądry. Nie wiadomo, co skusiło Lucasa do wprowadzenia tego pojęcia, czy chęć dotarcia do młodej, wręcz bardzo młodej widowni i wytłumaczenie jej w ten sposób istoty Mocy, czy też może pójście na łatwiznę, żeby Qui-Gon Jinn nie miał zbyt dużo problemów z poznaniem natury Anakina. Trudno odpowiedzieć, ważne, że jak na razie w dalszej historii temat ten nie został na szczęście więcej poruszony.
Doszły też do mnie głosy na temat schematyczności filmów SW (Jedi Temple wie, o czym mówię: ), w sumie Ep. I można porównać do Ep. VI - na końcu mamy bitwę na orbicie planety, bitwę na lądzie i walkę Jedi z Sithem - schemat identyczny no i znowu dobro wygrało.
Mnie osobiście denerwowało zachowanie robotów bojowych, lazło to prosto na Jedi i rzadko kiedy strzelało, nie dziwne, że dwóch Jedi potafiło roznieść bez uszczerbku na zdrowiu cały oddział robotów. No i jeden szczegół, który mnie zirytował, początkowa akcja, Federacja próbuje zagazować dwóch Jedi, roboty otwierają drzwi do zadymionego pomieszczenia i nic nie widzą..., no właśnie, czy z tamtejszą technologią byłoby możliwe, żeby takie roboty nie miały jakiegokolwiek innego trybu widzenia, dzięki któremu mogłyby zobaczyć w dymie dwoje ludzi? Niedopatrzenie, może mało ważne, ale mnie zirytowało :]
No dobra, ale ile można narzekać, powiedzieć coś dobrego też trzeba, a jest o czym mówić. Chciałbym po pierwsze zacząć od postaci. Po pierwsze Qui-Gon Jinn. To jest po prostu Rycerz Jedi z prawdziwego zdarzenia, silny Mocą a jednocześnie mający własne zdanie, świetnie zagrana rola, świetnie dopasowany aktor. Żal ogromny, że zginął już w pierwszym Epizodzie. Po drugie Darth Maul, też szkoda ogromna, że zginął tak łatwo, mógł jeszcze wiele zdziałać w imię Ciemnej Strony Mocy, a tu taka porażka. Młody Obi-Wan tez jest świetny, widać pewną nutkę buntu i ogromny potencjał. No, ale może nie będę się więcej rozpisywał na ten temat, to już będzie zadanie Keirana, przybliżyć Wam trochę bliżej każdą postać.
Parę akapitów wyżej psioczyłem na pustkę Naboo, jednak trzeba przyznać, że świat ten wygląda przepięknie, dla niektórych zielona i spokojna Naboo to marzenie i niedościgniony cel. Mieliśmy również po raz pierwszy okazję trochę bliżej przyjrzeć się Coruscant, wyjątkowej planecie w Galaktyce, w całości pokrytej przez budynki i wieżowce. Cudowny widok.
Na pewno w świadomości fanów pozostanie kilka scen, które są po prostu niepowtarzalne, jak chociażby wejście Dartha Maula w hangarze na Naboo. Sama jego walka z Jedi jest świetna, wreszcie pokazano, jakie możliwości ma Jedi, kiedy Obi-Wan "podskoczył" na kilkadziesiąt metrów w górę. Kiedyś udało mi się dorwać pewien filmik, zmontowana walka Jedi na Naboo z wyciętą resztą, sama walka, oglądałem to wiele razy z przyjemnością, naprawdę warto, polecam każdemu.
Sama fabuła, scenariusz, jest dobrze pomyślana i wciągająca, bitwy wyglądają naprawdę wspaniale, i to zarówno ta na orbicie (ale i tak daleko jej do Endora : ) jak i te na powierzchni (Gunganie to w sumie niezłe kozaki).
Cóż mógłbym jeszcze dodać do tego filmu, aha, beznadziejny polski dubbing, chyba każdy to przyzna, dobrze, że jednocześnie była jednak wersja oryginalna. Dubbing, moim zdaniem, pasuje jak ulał do Shreka ale nie do takiego filmu jak "Phantom Menace". Film generalnie kończy się optymistycznie, jest nadzieja, że Republika przetrwa i wyleczy się z choroby, jaką jest korupcja i dbanie o własne interesy. Cóż, kto oglądał, wie, że tak nie będzie a kto nie oglądał epizodów IV-VI i tak raczej tu nie zajrzy, więc się nie będę o tym szerzej wypowiadał.
A teraz czas na krótkie podsumowanie. Film zawiódł fanów, mimo, że jest dobrym filmem. Ale jednak od Gwiezdnych Wojen oczekuje się, że będzie doskonały, dlatego dobry to po prostu za mało. Wielu filmom i reżyserom można wybaczyć wpadki i błędy, ale nie w tym przypadku, kiedy armia fanów wychwyci każdy błąd, każdą niedoskonałość, fuszerkę, głupotę itp. Lucas chyba wziął sobie do serca opinie o Ep. I i "Atak Klonów" prezentuje się już dużo, dużo lepiej, a niektórzy nawet uważają go za najlepszy ze wszystkich epizodów, co w przypadku Mrocznego Widma byłoby nie do pomyślenia. No, ale o Ataku Klonów wypowiem się szerzej już w następnym numerze, za miesiąc o tej samej porze.

"Ciemna Strona jest łatwiejsza..."

P.S. Jeśli jeszcze, drogi czytelniku, nie śpisz, to moje najszczersze gratulacje!